niedziela, 20 czerwca 2010

La carousel - miasto, które istnieje



Jesteśmy w Paryżu, po drodze przeplatanej kolejnymi stacjami gdzieś w głębi miast Europy. Niemcy, Belgia, Holandia, Francja. Granice otwarte. Dzień, noc, poranek, dzień następny. Karuzela, pomieszanie porządków. Ruszamy w drogę.



Dzisiejszy wieczór upływa pod znakiem konsumpcyjnej rozpusty. Mocna kawa pod Centre de Pompidou, czerwone wino na Montmartre i chrupkie bagietki z wyschniętym serem. W tych wszystkich drogich, ulicznych kafejkach brakuje tylko popielniczek. Kelnerka powiedziała, żeby popiół strzepywać na ziemię. Paryż jest miastem tętniącym życiem, a śmieci n
a bruku są tego najlepszym przykładem. Uliczni artyści wypuszczają strumienie białych papierków, kiedy biegające dzieci przebrane za kamienice z kartonów tańczą do dźwięków trąbki i puzonu.

Paryż jest miastem najlepszym z najlepszych. Sztuka widoczna w każdym najmniejszym fragmencie poszczególnych ulic inspiruje. Bardzo nam się tu podoba.

Pompidou obejrzane w biegu, sztuka współczesna odkrywana w półtorej godziny. Zachwyciliśmy się kubistami, odkrywamy Legera, podejmującego dialog z młodym Picasso. O czym rozmawiają? Rekonstruują struktury rzeczywistości w bryłach, z których składa się nowa, rewolucyjna perspektywa.

Andrzej z Tadziem obserwowali w trakcie swojej wyprawy ciało kobiety, fascynujące w swojej złożoności i niezwykłości. Scenę niesamowicie opisał w Szkicach piórkiem Bobkowski:

Wyłażę z łóżka, zbliżam się i - to trudno opisać. Mroczne podwórko, rozświetlone z góry słonćem, dolatujący gdzieś z bliska zgrzyt cyrkularki, tnącej deski. O piętro niżej, naprzeciwko, otwarte okno; jaskiniowy, ciemny pokój, w którym nie widać ciemnych mebli i tylko łóżko, przykryte czymś burym - też ciemne. Na tle olbrzymie, kobiece uda, rozchylone; bliżej łydki splecione dziwacznie. Reszta ciała w potwornym skrócie z ześlizgującymi się na boki piersiami i stożek zadartej w górę brody. (...) Cicho szeptam: "Tadziu, to jest Schiele".

Przemek: Siedemdziesiąt lat później stoję przed ścianą, rozświetlaną światłem projektora. Podejmuję dialog, widzę tańczącą kobietę, tak samo niezwykłą w swojej cielesności, tak samo odległą od naszych żałosnych wyobrażeń o ideale, tańczącą w szybko ucinanych kadrach kamery (Sonia Khurana - Bird). Taśma filmowa jakby przepalona, niepokój podkreślony dźwiękiem wydobywającym się gdzieś z tła. Centrum Pompidou uświadamia mi, jak wiele zmieniły dziesięciolecia, jak postępowaliśmy w kolejnych etapach odkrywania, jak wiele jeszcze jest w nas do zmienienia.



Jean Baudrillard w "Symulakrach i symulacji" pisał o tym, jak współczesny mu świat pożera rzeczywistość, w opisie wydarzeń coraz bardziej oddalając się od desygnatów, przemieniając je w symulakrum, w symbol pożerający swoją prawdziwą formę. Gdzie jest Paryż Bobkowskiego? Gdzie jest Paryż w ogóle? Widzimy go przed sobą, zmieniony, ale wciąż realny. Filozof się mylił. Centre de Pompidou, w swojej futurystycznej formie, pozwala przyjrzeć się głęboko arcydziełom sztuki współczesnej, odebrać je na swój sposób, naprawdę przeżyć proces wymyślania, tworzenia i prezentowania dzieła, dochodząc do własnej koncepcji przedstawionej myśli. Rzeczywistość istnieje, a proza Andrzeja Bobkowskiego staje się nam coraz bliższa.

Krocząc ulicami Paryża, trudno oprzeć się uczuciu, że Pompidou to tylko przewrotna kontynuacja, kalambur, zabawa z przeszłością i przyszłością. A miasto?

Miasto istnieje. Jesteśmy.

Martyna Dominiak & Przemek Kuć & Gośka Staśkiewicz

2 komentarze: