sobota, 19 czerwca 2010

Krew tryśnie ze wszystkich por i pomiesza się z sokiem winogron


Czy Bobkowski byłby tak wściekły na Francuzów, gdyby nie trud kilkudziesięciokilometrowych tras pokonywanych w południowym upale na obładowanych rowerach? Czy byłby w stanie poświęcać dziesiątki stron pisanego pod namiotem dziennika upadkowi europejskiej kultury, słabości Francuzów, spokojowi z jakim przyjmują klęskę swojego wojska, gdyby podróżował przez Lazurowe Wybrzeże wygodnym kabrioletem? Chyba nie. Zmęczenie fizyczne wyostrza zmysły, a ilość adrenaliny płynąca we krwi chuligana wolności wystarcza nie tylko na połykanie kilometrów, ale i na głęboką niezgodę na otaczającą rzeczywistość.


Wrażeń zapewne nie zabraknie, jednak my nie będziemy przeżywać tej wyprawy równie intensywnie. Wynajmujemy wygodny autokar, który zabierze nasze bagaże i pomoże pokonać dłuższe odcinki. Mamy rowery z przerzutkami i aluminiowe ramy. Być może jedyną prawdziwą podnietą będą codzienne szarże między pędzącymi samochodami. Podobno w południowej Francji warunków do pedałowania nie ma. Są za to stada urlopowiczów w czarnych, klimatyzowanych SUV-ach. Ich zatrzyma tylko powódź.


Swoją drogą, czy można cieszyć się wakacjami w czasie klęski żywiołowej? A czy można było delektować się soczystymi winogronami w trakcie tej strasznej wojny?


Zapadła upalna noc. Rozpaliliśmy ogień i gotowali jedzenie. Po 90 kilometrach z małą przegryzką w południe, nie można się było doczekać, kiedy się to ugotuje. Wobec tego przez ten czas notowałem, a Tadzio poszedł narwać winogron na deser. Objedliśmy się nieludzko. Potem papieros na leżąco, błądzenie wzrokiem po rozgwieżdżonym niebie i chwile nieopisanego szczęścia. Jakieś zwierzęce zadowolenie z życia. Dziś tu, jutro gdzie indziej, słoneczne dni i gwiaździste noce.


Zadanie na pół godziny przed zaśnięciem: przemyśleć związki Bobkowskiego z anarchizmem.

1 komentarz: