sobota, 3 lipca 2010

O nowo poznanych przyjemnościach



Od czasu, kiedy pojawili się w kraju, minęło nie tak niewiele dni. Odkrywali kolejne regiony, miasta, dzielnice, ulice, punkty na mapie skomplikowanych sieci węży zwanych ulicami. Cisza małych miasteczek i hałas, drapieżność metropolii. Agues-Mortes i Marsylia. Rowery i autokary.

Czas ma to do siebie, że mimo uwięzienia w ciasnych kilku metrach kwadratowych więzienia zwanego jego miarą - tak naprawdę w każdej chwili i dla każdego upływa w zupełnie inny sposób. Czym jest sekunda, minuta, godzina, dzień, tydzień nawet, jeśli mowa o indywidualnych uczuciach każdego człowieka? Narrator sam nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie, widzi jednak, że czas nie istnieją znaki, które pozwolą go oznaczyć.

Prawdopodobnie, tak jak pisał Tomasz Mann te chwile, które upływają najszybciej - bo wzbogacają nas pięknem, mądrością, odkryciami nowego- tak naprawdę rozciągają się potem na miesiące, lata, całe życie, pozostawiając swój smak na dużo dłużej w ustach smakującego.

Byli więc we Francji, a czas upływał im zdecydowanie za krótko. Narrator odkrył jednak, że tak wcześniej zaniedbywany przez niego rower daje poczucie ogromnej wolności, jeśli tylko pozwoli mu się odkrywać wraz z sobą. Każde z kolejnych przeżyć na trasie to jakby spróbowanie wcześniej już ukochanych pokus dla zmysłów na nowo.

Narrator czuje świst wiatru w uszach, kiedy zjeżdża się z góry w drodze z Oradour do Limoges w kompletnej ciemności, kiedy inny człowiek staje się tylko czerwonym światełkiem migającym naprzeciw, a godzina robi się zupełnie nieprzyzwoita. Śmieje się aż do bólu brzucha w Tuluzie, piknikując z lekkim zawrotem głowy nad rzeką. Pożera wzrokiem winogrona, rozciągające się na horyzoncie winnic i malutkich nadmorskich miasteczek, pędząc wzdłuż kanału z Carcassone do Gruissan. Czuje euforię, gdy po długich godzinach, poszukiwaniach dodatkowych sił i walce z wątłym ciałem humanisty widzi w końcu tabliczkę z upragnionym napisem, oznaczającym bliskość celu podróży. Złości się, kiedy własne ciało i umysł zatrzymują go, odmawiając towarzystwa w podróży przez pustynię Camargue. Wsłuchuje się w ryk miasta, szusując między autami, doprowadzając do szału kierowców.



Rower, jako środek lokomocji i towarzysz podróży, pozwolił im zobaczyć rzeczy, które z autokaru czy pociągu zdają się być tylko fatamorganami, symulakrami. Nie można ich dotknąć, zlewają się w jedno w pędzie samochodu. I choć nie jeździli tak wiele, choć nie zawsze im wszystko się udawało, wciąż poszukiwali tego, o czym pisał Bobkowski - piękna, które może być tak samo trudne do zniesienia, jak ból. Przeżycia go do tej granicy, po przekroczeniu której mdleje się wewnętrznie.

Narrator pisze w trzeciej osobie, bo wciąż jeszcze odkrywa. A po powrocie? Po powrocie jest wieloma rzeczami naraz, ale także kontynuacją miłości do pewnego środka lokomocji, który pozwolił mu tak wiele przeżyć.

Przemek K.

11 komentarzy:

  1. Egzaltowani wycieczkowicze rowerzyści, są już tak podnieceni, że grafomania im nie straszna. Wracajcie już, bo widać, że upał na rowerach jednak dał Wam popalić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mes chères, egzaltacja to nie jedyny sposób wyrażania siebie. a i dobry tekst Humanisty może obyć się bez wszędobylskiego ostatnio słowa ‘symulakrum’. Może troche Szymborskości jednak?

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, fajnie. Ale ta metafora czasu i miary przeczy wszystkim zasadom wbijanym w szkole do głowy - metr kwadratowy nie jest miarą czasu...Jesli cos poskładać z tych sekund i metrów to wychodzi mi tylko definicja fizyczna prędkosci, ale na pewno nie czas. Mój fizyk z liceum by Cię zamordował. Mój ulubiony stylista również :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja sie niesamowicie cieszę, że jednak najlepsi krytycy zostali w Polsce. A będący tam, najwyraźniej wysyłają gazy żółci do Polski. Bo atmosfera sprawia, że chce się zatkać nosek.

    Ulubiony stylista ostatniej Komentatorki tak mnie rozbawił, że chciałabym chociaż się dowiedzieć kim jest? Czy to tajemnica?

    Żałuje, że czasu macie mało. Inaczej będzie wyglądało pisanie w Polsce. Krzywo to widzę. Szzczypią niektóre stwierdzenia, choć Krytycy zdecydowanie wyszczypali już wszystko co było można. ;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Proszę bardzo - ulubiony stylista to Lem.

    A tak poza tym, to trzeba naprawdę duzo złej woli, aby doszukiwać sie w tym komentarzu złośliwosci, bo nie ma jej ani sladu - zycze wiecej luzu, skoro jest już rozbawienie.

    Po prostu napisanie o tym, ze " Czas ma to do siebie, że mimo uwięzienia w ciasnych kilku metrach kwadratowych więzienia zwanego jego miarą " jest rzeczowym koszmarem dla kazdego kto chodził kiedyś na fizykę i to wszystko. Niby nic, ale własnie dlatego Lem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Krytyka nie pozbawiona racji, więc wykłócał z chórem życzliwych się nie będę. Napisałem tak, jak czułem rano, spiesząc się przed wyjazdem. I niech takie zostanie, jako zapis stanu ówczesnego, jak to na blogu czasem bywa.

    Z błędami, bo i w pośpiechu, który chyba nigdzie nie był tak natrętny, jak tutaj.

    Dobranoc.
    Musi być dobra, bo zbliża coraz bardziej do Polski.

    OdpowiedzUsuń
  7. Któryś za nas cierpiał rany ... ! Zbliża się koniec tego bloga. Łza chyba mi się w oku zakręci, jak nie będę czytał myśli z Baudrillard'a i wspomnień z melanży winem.
    Szczęść Boże!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mocne słowa jak na ośmiolatka...

    OdpowiedzUsuń