poniedziałek, 28 czerwca 2010

Trasa w pigułce

Przed pojawieniem się odpowiedniej zakładki i kolejnych wpisów, proponujemy Wam szybką podróż przez wszystko, co dotychczas się podczas wyjazdu wydarzyło.

12.VI. Łódzki prolog: rowerowa wycieczka śladami powiązań łódzko-francuskich.

16.VI. Wernisaż wystawy "Andrzej Bobkowski. Chuligan wolności".

19.VI. Rozpoczęcie wyprawy. Autobusem do Paryża (Poznań-Hannover-Dortmund-Kolonia-Paryż).

20.VI. PARYŻ: Głosowanie w wyborach prezydenckich w Konsulacie Polskim w Paryżu, zwiedzanie miasta (m.in. Ogród Luksemburski, Centrum Pompidou).

21.VI. PARYŻ: spotkanie z ambasadorem Polski we Francji. Zwiedzanie (m.in. wieża Eiffla). Wizyta w siedzibie paryskiej "Kultury" śladami działalności Andrzeja Bobkowskiego i innych wybitnych emigrantów związanych z jej środowiskiem. Kolacja u Jima Haynesa - człowieka kultury, od wielu lat każdej niedzieli organizującego swoje słynne spotkania na 70 - 100 osób, poznającego wzajemnie ze sobą ludzi z różnych miejsc świata. Święto muzyki (La Fete de Mousique) - na każdej z ulic Paryża można posłuchać granej na żywo muzyki w każdym stylu muzycznym.

22.VI. PARYŻ: Instytut Polski. Prezentacja na temat wyprawy. Wykład Jean-Yves Potela, oglądanie zbiorów Instytutu. Spotkanie na temat Andrzeja Bobkowskiego w Księgarni Polskiej - prezenacja wyprawy, opowieści o Bobkowskim, czytanie fragmentów "Szkiców piórkiem", rozmowa z publicznością na temat twórczości Andrzeja Bobkowskiego.

23-24. VI. ORLEAN: zwiedzanie miasta. LIMOGES: odcinek rowerowy Oradour - Limoges (ok. 30 km). Zwiedzanie elektrociepłowni firmy Dalkia, sponsora wyprawy. Czytanie fragmentów "Szkiców piórkiem".

24-25 VI. TULUZA: przejazd przez miasto i zwiedzanie miasta na rowerach. Czytanie fragmentów "Szkiców piórkiem".

26 VI. CARCASSONE: zwiedzanie zamku i średniowiecznego miasta. Czytanie fragmentów "Szkiców piórkiem". Odcinek rowerowy Carcassone- Gruissan (ok. 76 km) prowadzący przez małe nadmorskie miasteczka i malownicze tereny górskie, pełne zabytków dawnej architektury i winnic. Nocleg w Gruissan.

27 VI. GRUISSAN: zwiedzanie miasta na rowerach. Czytanie fragmentów "Szkiców piórkiem" oraz odwiedzenie miejsc, w których był Bobkowski.

28 VI. ARLES: odcinek rowerowy (ok. 44 kilometrów) Agues-Mortes - Arles. Nocleg na pustyni Camargue (część grupy).

O Paryżu słowa ostatnie.



Przeklęty Internet. Niby żyjemy w epoce kompletnej dominacji techniki, a jednak pisanie bloga, w całej intensywności naszych działań graniczy z syzyfowością. Dużo się wydarzyło od czasu, kiedy ostatni raz pisaliśmy, stąd też luki w chronologii wydarzeń. Spróbujemy w najbliższych dniach te luki wypełnić - nie przeraźcie się więc długością i ilością wpisów. Sprawdzajcie też zawartość zakładki "Wyprawa dzień po dniu", która pojawi się wkrótce, a także nasze konto na Picasie.

Minął już ponad tydzień. Kilka dni temu opuściliśmy na dobre Paryż. Wraz z miastem, coraz bardziej oddala się od nas kilka bardzo ważnych miejsc i spotkań, o których nie zdążyliśmy opowiedzieć. Zanim opowiemy o tym, co teraz, spróbujmy przybliżyć to, co zdażyło się w poprzednich dniach.


21 CZERWCA



Rano, rozsiadając się w wygodnych fotelach, dystyngowani i poważni, spotkaliśmy się z ambasadorem Polski we Francji. Spokój i stonowanie, w paryskich dniach wyprawy stanowiące towar deficytowy, tu otrzymaliśmy w nadmiarze. Rozszerzając wiedzę na temat wyprawy w kręgach dyplomatycznych, rozmawialiśmy o historii, kraju który odkrywamy i... kandydowaniu Łodzi do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Doszło też do wręczenia symbolicznych prezentów dla ambasadora, który po spotkaniu z nami bez wątpienia energicznie zabrał się do organizacji zbliżającej się wizyty szefa MSZ. Co podkreślił kilkakrotnie, oczywiście.

Wielu z nas oczekiwało bardzo intensywnie wizyty w siedzibie "Kultury" paryskiej Jerzego Giedroycia - Maison Laffite. Budynek, w którym mieszkał i pracował Redaktor, pełen jest pamiątek, dokumentów, wydawnictw i świadectw działalności bardzo ważnej grupy, jaką stanowiło środowisko emigrantów współpracujących z Giedroyciem. Jednym z tych emigrantów był Andrzej Bobkowski, do którego sam Redaktor miał stosunek szczególny i bardzo życzliwy. Mieliśmy możliwość obejrzeć rękopisy Bobkowskiego, usłyszeć o jego kontaktach z paryskim środowiskiem i działalności pisarskiej. Odwiedziliśmy także grób założyciela "Kultury".





Dom sprawia niesamowite wrażenie - unosi się w nim duch skupienia i intelektualnej dyscypliny, a jednocześnie wszechobecne poczucie bezpieczeństwa. Usiąść, pomyśleć i zacząć pisać najlepsze, co z samego siebie można dać - byłoby tu możliwe w całej swojej intensywności, przy biurku Redaktora, na które padają promienie światła, sączące się do pokoju przez wielkie okna.



Wieczór - to wybuch intensywności. Prosto z Maison Laffite wybraliśmy się do mieszkania Jima Haynesa. Opowiedzieć o Jimie w ramach krótkiej notki - jest rzeczą niewykonalną, powiedzmy więc tylko, że jest "wolnym duchem", żywym przykładem na to, że można żyć pełnią życia i zarażać swoim głodem przeżywania mocno każej chwili wszystkich, których się spotka na swojej drodze. A także wymyślić własny neologizm, opisujący stan specyficznie rozumianego, szczęśliwego bezrobocia. Jim co niedziela wydaje kolacje na 70-100 osób, na które zaprasza przyjaciół i ludzi z całego świata, poznając ich wzajemnie ze sobą. Na swój sposób, Jim bardzo przypomina Andrzeja Bobkowskiego, z jego pragnieniem szczęścia i godności mimo wszystko.Poznaliśmy ludzi z całego świata, w tym producenta filmów dokumentalnych - kucharza, wynalazcę klocków do zabawy, Hindusa studiującego przez jakiś czas w Polsce, a także zaskakującą Joan Wyss - siwą i nieco zgarbioną kobietkę, która potrafi zrobić... coś, co widać na załączonym zdjęciu. Wprowadzając się w klimat następnego punktu wieczoru, pożegnaliśmy się ze wszystkimi śpiewem w kuchni.





W końcu Fete de la Mousique, święto muzyki - czyli dźwięki przedostające się zza każdego rogu ulic miasta, utwory wykonywane przez amatorów i profesjonalistów, od jazzu aż po głośnego rocka. I bardzo długi powrót do hotelu.



22 CZERWCA

Rozpoczynamy wizytą w Instytucie Polskim, nieco przyspieszoną i zmodyfikowaną z racji niespodziewanej kontroli bliżej nieokreślonego podmiotu kontrolującego finanse w Instytucie. Przedstawiamy prezentację o naszej wyprawie pracownikom Instytutu, opowiadamy też o Andrzeju Bobkowskim. Potem - zwiedzamy pomieszczenia Instytutu poświęcone Mickiewiczowi i Chopinowi, ciekawe, ale nie unikające popełniania największych grzechów tradycyjnego muzealnictwa. Spacerujemy po wystawach, z podniesionymi czołami napawając się dumą narodową na wysepce polskości w tej parszywej Francji. Następnie wykład Jean-Yves Potela, o którym pisał Łukasz.

Po wykładzie czekało nas znów poznawanie Paryża, w oczekiwaniu na bardzo ważny punkt wyprawy, a zarazem kulminację jej nierowerowego etapu - spotkanie w Księgarni Polskiej na temat Andrzeja Bobkowskiego i "Szkiców piórkiem". Na spotkaniu pojawiła się dość liczna grupa gości, w tym Francuzów znających dzienniki Bobkowskiego. Ich uwagi oraz sposób postrzegania twórczości "chuligana wolności" wzbudziły dyskusję i otworzyły nam oczy na wątki, które wcześniej większość z nas postrzegała w odmienny sposób: "kompleks Francji" Bobkowskiego, postrzeganie działań Francuzów przez nich samych, bogata wyobraźnia pisarza. W programie był także wykład prof. Pietrych oraz czytanie fragmentów dzienników, co stało się od tego momentu naszym codziennym rytuałem w każdym z kolejnych poznawanych przez nas miejsc trasy rowerowej.



Dzień zakończyliśmy nad kanałem, obserwując zachodzące słońce i przepływające łodzie, świadomi, że już niedługo wsiądziemy na rowery. Następnego dnia ruszyliśmy do Limoges.

Przemek K.

piątek, 25 czerwca 2010

Nocne pisanie, dobranoc.


Jest już późno i ciemno, wreszcie spokojnie i chłodno. Paryż daleko za nami. Gdzieś za oknem w oddali słychać dźwięk motoru. Zapewne ktoś pędzi teraz za swoimi marzeniami, gdy ktoś inny odkrywa niepojęte stany. Dziś ogarnia mnie melancholia. Czy to wciąż echo Paryża? Owych dni minionych? Tych doświadczeń, tych refleksji, które trzeba objąć w słowne ramy? Czy finałem będzie dobry tekst czy kolejna podarta kartka?

Lubię pisać, gdy wszyscy już śpią. Zagłębiam się w ciszę, a to co wtedy słyszę to jedynie wyobraźnia. A ta suka płata figle. Nie chcę słyszeć pukania do drzwi, za którymi wita mnie tylko ciemny korytarz.

Ten wyjazd to zabawa, ale i ciężka praca. Piszę to, choć tak bardzo chcę już spać. Podczas pierwszej spędzonej tutaj, w Tuluzie nocy, Bobkowski czuł się tak jakby „po raz pierwszy stąpał po ziemi”, nie czując żalu za powoli kończącą się Francją, która przypominała mu Grecję z okresu, kiedy zaczęto nazywać ją Achają. Wychowany w inteligenckiej rodzinie szlacheckiej młody pisarz przed zaśnięciem myślał o losach kultury i cywilizacji zachodnioeuropejskiej. Ja, siedemdziesiąt lat później, pod tym samym niebem, zupełnie odruchowo zaczynam myśleć o Amsterdamie, który na nowo wzywa mnie do siebie, na wojnę z własnymi koszmarami i słabościami.

Noc to podobno pora rzeczy poważnych, a ja wiem że pieprzę banały.

Takie jest właśnie nocne pisanie. Dobranoc’



natalia k.

środa, 23 czerwca 2010

Wykład w Bibliotece Polskiej

Biblioteka Polska mieści się w historycznym sercu Paryża na wyspie św. Ludwika przy Quai d’Orleans. Niedaleko Hotelu Lambert, niegdyś centrum politycznego polskiej emigracji, dziś należącą do arabskiego szejka, oraz dawnej siedziby nieistniejącej już księgarni Libella zaopatrującej przybyszy z polski w zakazaną literaturę. W bibliotece oglądamy izby pamięci poświęcone Mickiewiczowi i Chopinowi, podziwiamy listy kompozytora i okolicznościowe puchary wieszcza. Największe zainteresowanie wzbudza należący do Mickiewicza kawałek drzewa, o które opierał się Napoleon. Miejsce ważne i ciekawe, ale – mówiąc słowami wieszcza – oprócz „narodowego pamięci kościoła” przydałyby się też świadectwa codziennych realiów Wielkiej Emigracji. To, jak przybysze ze wschodu reagowali na kontakt z gwałtownie modernizującym się nowoczesnym Paryżem, jest tematem równie fascynującym, co duchowe spory Mickiewicza.

* * *

W bibliotece ciekawy wykład Jean-Yves Potela, francuskiego dziennikarza i politologa. Opowiada o Francji podczas II wojny światowej. Potel zwraca uwagę na wpis Bobkowskiego z 22 czerwca 1940 r.:

Rano padał deszcz. Spaliśmy. Wyjechaliśmy dopiero koło 2-ej. Przelotne deszcze. Przemokliśmy zupełnie. Wleźliśmy znowu w tłum cofającego się wojska. Jechali na wariata. Na drodze co krok wywrócone samochody. Tadzio spoglądał i klął. Asfalt śliski i zagliniony. Stonoga połamałaby na Tm wszystkie nogi. Po trzydziestu kilometrach dałem spokój. Znalazłem fermę. Kupa słomy pod dachem, osłonięta tylko z dwóch stron. Przy kolacji towarzyszyły nam koty i psy, deszcz mżył, z drogi dolatywał bezustanny warkot, zgrzyt i zachłystywanie motorów, dartych bez litości; senność; spokój.

To był dzień podpisania zawieszenia broni z Niemcami. Wydarzenie, które określiło tożsamość Francji na resztę wojny i wiele lat powojennych, być może nawet do dziś. W lesie Compiegne, w tym samym miejscu, w którym podpisano rozejm w 1918 r., Francja przyjęła kompromitujące warunki Niemiec. Porozumienie zakładało częściową okupację Francji, całkowite rozbrojenie armii francuskiej, przerzucało na Francuzów koszty utrzymania armii niemieckiej i sankcjonowało wzięcie w niewolę 2 milionów jeńców.

Potel zauważył, zawieszenie broni można uznać za hańbiące. Nie doszło to do tego, co w Polsce, czyli ucieczki rządu bez żadnych formalnych ustaleń. Francja nie ogłosiła nawet kapitulacji, jak zrobiły to Niemcy w 1945 r. Pod pozorem współpracy, zgodzono się na utratę suwerenności.

Jak gorzko mówił o Francuzach Bobkowski: „My chcieliśmy się bronić, ale nie mieliśmy czym. Oni mieli czym i nie chcieli się bronić.” Trzeba pamiętać, że Francja miała wówczas jedną z największych armii w Europie i była drugim co do wielkości imperium kolonialnym. Nie była jednak politycznie ani strategicznie przygotowana do wojny. Okres drole de guerre trwający od września 1939 r. objawił nastroje Francuzów. Inwazja niemiecka z 1940 r. ukazała fatalną organizację armii i brak wyobraźni dowództwa, które spodziewało się powtórki formuły walk z poprzedniej wojny. Jak widać chociażby ze wspomnień Bobkowskiego, atak Niemców był szokiem. Nic zatem dziwnego, że Francuzi powitali z ulgą ugodową politykę nowego premiera, 87-letniego bohatera spod Verdun, Philippe Pétain’a.

Wraz z coraz większymi ustępstwami rządu Vichy aż do zgody na deportację francuskich Żydów do Niemiec, coraz więcej osób przekonywało się, że kolaboracja to ślepy zaułek. Coraz więcej zwolenników zdobywa generał de Gaulle, który zaraz po ogłoszeniu rozejmu odciął się od polityki Vichy i rozpoczął tworzenie w Wielkiej Brytanii Komitetu Wolnej Francji i niezależnej armii francuskiej. W kraju zaczęły powstawać frakcje ruchu oporu o różnej orientacji politycznej zjednoczone przez de Gaulle’a w 1943 r. Po inwazji na Normandię, generał nie dopuszcza do przejęcia władzy przez amerykanów i na bazie siatki konspiracyjnej buduje nowe struktury władzy złożone ze wszystkich frakcji politycznych. Po wojnie zaś, w imię jedności narodowej, rezygnuje z tropienia kolaborantów. Bobkowski w dzienniku zastanawiał się, czy Francuzi są w stanie podnieść się po tym, hańbiącym jego zdaniem, wydarzeniu, jakim był rozejm z 22 czerwca. Historia pokazała, że udało im się to bardzo szybko.



Opowiedzieć miasto dźwiękiem (2)

video-addendum



Share |